sobota, 13 lipca 2013

(Un)comprehensible.

Siedzę i rozmyślam nad przyszłością, a obiecałam sobie, że nie będę tego robić. Wiem, że nie mogę przed nią uciec. Ale po prostu się jej boję. Boję się tego, co może przynieść. Dlatego nie chcę o niej myśleć, żeby się potem głęboko nie rozczarować. Tylko że takie myśli są nieuniknione i niestety przychodzą samoistnie.

Wydaje mi się, że kocham do tego stopnia, że nie potrafiłabym poradzić sobie bez niego miłości. Dlatego ciężko mi kiedy go nie ma obok. Jest, ale go nie ma. Nie ma go bardziej niż zwykle

Wiem, że mentalnie jest zawsze ze mną, że zawsze jest ze mną jego miłość. Lecz są momenty gdy mentalność, psychika i uczucia to trochę za mało. To prawda, są najważniejsze, ale czasem brakuje tej dopełniającej wszystko fizyczności, która jeszcze bardziej pozwala poczuć tamte trzy sfery.

Gdy mnie przytula czuję się bezpieczna.
Gdy trzyma za rękę czuję zaufanie.
Gdy całuje czuję miłość.
Gdy dotyka czuję obopólne oddanie.

Wszystko się łączy.

Najgorsza jest ta bezsilność. Bezsilność pochodząca ze świadomości, że nie jestem w stanie nic zrobić z tą samotnością. I przez to zaczynam myśleć o nim miłości. A stąd krótka droga do przyszłości.

I zatacza się kolejne błędne koło. Trochę ich za dużo.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz